obraz zmienia się. Jak pod pędzlem
artysty horyzont rozjaśnia się, barw przybywa, zwiększa się ich
intensywność. Pierwszy kosmiczny poranek ofiarowuje mi jeszcze bogatszy
zestaw barw i kształtów. Miejsce, gdzie spodziewam się zobaczyć Słońce,
nasyca się amarantem i purpurą. Szeroko otwartymi oczyma widzę, jak
wyłania się jakby lustrzane odbicie Słońca, jednak o kształcie połowy
średnicy, po to, by za chwilę znów zniknąć za horyzontem.
Faktycznie
Słońce jest poza horyzontem, pojawiło się na moment dzięki refrakcji -
załamaniu promieni w atmosferze. Wtem wychyla się gwałtownie spoza
horyzontu jako ognista, gigantyczna kula w otoczeniu całej gamy kolorów.
Słońce, wznosząc się, maleje, traci czerwień. Nasyca się kolorem
złocistym, jaśnieje. W kabinie robi się jasno, aż zaczynają boleć nas
oczy, gasimy oświetlenie. Zjawisko wschodu Słońca oczarowuje. Jest
niezwykłe
i fantastyczne, kojarzy się z narodzinami Nowego. Niezwykłe
jest także to, że można je przeżywać aż szesnaście razy w ciągu doby.
Wrażenie to wzbogaca uczucie nieważkości i świadomość ogromnej
prędkości. Weszliśmy na oświetloną część orbity, a na Ziemi panowała
jeszcze głęboka noc.
Słońce powoli wznosiło się, oświetlając stopniowo
Ziemię. Znikała czerń, szarość bladła, pojawiała się biel chmur i błękit
powierzchni planety, rozkoszowaliśmy się niezwykłym, wspaniałym
widokiem. Znalazłem się w innym, nieznanym mi wymiarze. Zaczynam wątpić,
czy mój mózg zarejestruje mnogość zjawisk, które postrzegam, czy
potrafię je zinterpretować i zapamiętać. Pod nami terminator - granica
między dniem i nocą, która przesuwa się wraz ze Słońcem. Niebawem Ziemia
została całkowicie oświetlona."