otrzymam 62 300 000 stron do przejrzenia. Jeśli zrobię
to samo ze słowem „religia”, uzyskam 18 500 000 stron. Jeśli wpiszę
obydwa słowa naraz, otrzymam 3 270 000 stron pełnych faktów i
ilustracji, konkurujących ze sobą twierdzeń, koncepcji i opinii. Dla
wielu ludzi połączenie tych dwóch pojęć stanowi problem, gdyż często
twierdzi się, iż stoją ze sobą w całkowitej sprzeczności.
W 1980 roku brytyjski naukowiec Edgar Andrews, emerytowany profesor
Uniwersytetu Londyńskiego, rozpoczął swoją doskonałą książkę dotyczącą
tej kwestii w następujący sposób: „Rozwód między nauką a religią jest
jednym z najbardziej znaczących aspektów współczesnej sceny
filozoficznej”. Są chwile, gdy ów „rozwód” objawia się w postaci „zimnej
wojny”, w której obie strony ignorują się nawzajem. W innych momentach
„gorąca wojna” przetacza się przez media, rozniecana czasem przez nowe
odkrycia naukowe, przez poruszające „znalezisko” archeologiczne, przez
jakiś przełom w medycynie, który powoduje powstanie kwestii moralnych
czy etycznych oraz przez instytucjonalnie ustalony sposób nauczania
o
pochodzeniu świata i ludzi.
Koncepcja głosząca, że wiedza i religia
stoją ze sobą w sprzeczności ma już bardzo długie życie, datujące się co
najmniej od ostatnich trzydziestu lat dziewiętnastego wieku, ale czy
opiera się na jakiejś solidnej podstawie? Czy jesteśmy zmuszeni
opowiedzieć się albo po jednej, albo po drugiej stronie? Czy musimy
pogodzić się z tym, że zawsze będą ze sobą w niezgodzie? Czy nie można
powiedzieć, że każda z nich ma swoją własną rolę, którą powinna odegrać w
naszym zrozumieniu rzeczywistości i w naszym codziennym doświadczeniu?